Wakacje z BS
Na wsi zawsze trzeba pracować. Tam nikt nikomu nie da nic za darmo. Jak sięgnę pamięcią nigdy nie miałem wakacji, ani ferii. Na wsi zawsze znajdzie się jakaś robota i nikt tego za ciebie nie zrobi. W domu nigdy się nie przelewało, pracowali moi rodzice, ja i moje rodzeństwo, a mimo to ledwie starczało nam na jakie takie życie. W telewizji i radiu zawsze słyszało się, ze chłop śpi, a jemu zawsze coś tam rośnie. To nieprawda, żeby chłopu coś tam rosło musi się sporo napracować. I nigdy nie było tak, żeby leżał do góry brzuchem, a wszystko jak za dotknięciem czarodziejskie różdżki za niego się zrobiło. Tak więc pracowaliśmy z rodzeństwem na tych kilku morgach, ale kiedy tylko nadarzyła się okazja uciekłem do miasta. Okazją była nauka w Zasadniczej Szkole Zawodowej, tylko na taką byłem przygotowany i tylko na taką nas było stać. Zawsze miałam smykałkę do majsterkowania więc w szkole byłem prymusem. Żeby nie zanudzać powiem tylko, że skończyłem zawodówkę i poszedłem do pracy. Do domu już nie wróciłem, chociaż rodzice bardzo tego chcieli. Postanowiłem sam zarabiać na swoje życie i sam o sobie decydować. Gospodarkę zostawiłem bratu, który zawsze miał się za najlepszego rolnika we wsi. Poszedłem do pracy w Państwowym Ośrodku Maszynowym – takie zakłady pracy były kiedyś – pracowałem jako tokarz. Zarabiałem nieźle jak na owe czasy, mieszkałem w hotelu przyzakładowym, więc nieźle mi się powodziło. Nigdy nie byłem typem rozrabiacza więc odkładałem każdą zarobioną złotówkę. Żyłem skromnie, nie miałem wygórowanych wymagań, więc odłożyłem trochę grosza. Jak sięgnę pamięcią zawsze pasjonowały mnie podróże. Zawsze marzył, że kiedyś pojadę do dalekich krajów, poznam innych ciekawych ludzi i ich obyczaje. Ale czasy wtedy były jakie były i nigdy nie było okazji aby zrealizować swoje marzenia. Wyprawa na Węgry czy do NRD to był szczyt marzeń. Dopiero później, kiedy czasy komuny odeszły z naszego życia mogłem zrealizować swoje marzenia. W biurze turystycznym wykupiłem wycieczkę do Kenii. Nie było mnie stać, aby tę podróż opłacić z własnej kieszeni więc wziąłem kredyt gotówkowy w banku spółdzielczym, w którym już od kilku lat miałem konto. Tak, tak, ludzie starsi też przekonują się do banków. Po co trzymać nawet tych kilka groszy w skarpecie, skoro nasz wiejski bank może to za nas zrobić. Wziąłem więc pożyczkę, aby wreszcie wyjechać na wymarzone spotkanie z afrykańską przyrodą. Było cudowanie, tę wycieczkę zapamiętam do końca swojego życia. Nie byłoby to jednak możliwe, gdyby nie kredyt w BS, to bank spółdzielczy umożliwił mi przeżycie przygody mojego życia.

Comments
Brak komentarzy.
Przepraszamy, możliwość dodawania komentarzy jest obecnie wyłączona.